Czy opłaca się tworzyć gry na Androida i dlaczego mikrotransakcje są przyszłością mobilnej rozrywki?

Opublikowano: 2015-01-07
Autor: Teleguru
Kategorie / tagi: #polecane #gry / aplikacje #systemy operacyjne

news-android-googleplay-mainPewnie wiele osób korzystających ze swoich smartfonów/tabletów w celach bardziej rozrywkowych kojarzy Monument Valley. Jest to jedna z najlepszych gier 2014 roku, a zarazem idealny materiał na analizę opłacalności tworzenia gier na dane platformy mobilne.

Tytuł studia ustwo wygrał wiele nagród, zdobył uznanie krytyków branży, sprzedał się również w nakładzie ponad miliona kopii. Statystyki dewelopera pokazują, że większość z tych pobrań należała do urządzeń z iOS, a niewielki procent użytkowników Androida zakupiło wspomnianą grę. Różnica jest spora – 95% instalacji na systemie Google była nielegalna, a więc zaledwie 5% osób zapłaciło za produkt. Na iOS zaś jest to 60-40%, z czego ta druga wartość należy do legalnie nabytych kopii. Wyniki te nie bazują na żadnych tymczasowych okazjach, kiedy gra była dostępna za darmo. W tym miejscu warto wspomnieć, że cena tytułu wynosi 3.99 dolara (15 złotych). Jakkolwiek twórcy czasem przesadzają z ceną, jaką życzą sobie za swoje aplikacje, tak w tym przypadku kwota wydaje się być w pełni uzasadniona (choć dla innych może to być kwestia dyskusyjna).

news-android-monumentvalley-3

Nad samym Monument Valley warto się nieco pochylić, gdyż fenomen tego tytułu jest całkiem interesujący. Na początek największa wada – długość gry (dziesięć etapów). Godzina, może dwie świetnej rozrywki to zdecydowanie za mało, szczególnie, że po ukończeniu głównej kampanii nie ma nic innego do zrobienia, a etapów nie opłaca się przechodzić jeszcze raz. Jest to przeżycie na jeden raz. Dokładnie tak – „przeżycie”, „doświadczenie” – te określenia najbardziej do niej pasują. W taki sposób należy traktować Monument Valley, które odwdzięcza się niesamowitym klimatem, estetyką wykonania, cudowną grafiką, hipnotyzującą ścieżką dźwiękową i wieloma innymi elementami, które tworzą świetną, spójną całość. W całym tym niemal idealnym obrazie jest też jeszcze jedna rysa/skaza. Jest nią dodatkowa, umieszczona wewnątrz programu opcja mikropłatności, która pozwala dokupić dodatkowe osiem poziomów za cenę prawie 10 zł. Praktyka znana, ale chyba powszechnie nielubiana.

img-phone-money-3

Po grze typu premium ludzie spodziewają się, że zapłacą raz i będą mogli cieszyć się z zakupionego produktu w finalnej formie. W ostatnich czasach nie jest to jednak reguła. Coraz częściej bywa, że za dany tytuł należy zapłacić niemal dwa razy – cena zakupu plus koszt dodatkowych elementów, wyciętych na etapie tworzenia. W ten sposób sprzedawane są praktycznie wszystkie duże gry z konsol stacjonarnych i komputerów klasy PC. Stopniowe, ale coraz bardziej postępujące przenoszenie trendu tak pociętych aplikacji na sprzęty mobilne jest niepokojące. Producenci przechodzą jednak powoli na model freemium – gry darmowe, ale z mikropłatnościami. Jest to dobry sposób dystrybucji (na swój sposób), ponieważ jeśli dana produkcja zainteresuje użytkownika, może on zapłacić za możliwość dalszej zabawy z tytułem. Jeśli nie, może potraktować to jako zwykłą, tak powszechną jeszcze kilka(naście) lat temu wersję demonstracyjną. Klient uniknie w ten sposób ewentualnego rozczarowania, gdy program nie spełni jego oczekiwań. W gruncie rzeczy i tak duża część użytkowników pogrywa w trakcie przerw, w łóżku przed snem, w trakcie przemieszczenia się komunikacją miejską, czy podczas słynnego „posiedzenia na tronie”. Często wystarczy zatem jeden bądź dwa etapy, które w przypadku niektórych gier można powtarzać w nieskończoność i czerpać mnóstwo radości z zabawy.

W tym wszystkim dość ciekawym przykładem są większe studia. Szczególnie te, które wywodzą się z dużych platform (np. z konsol). Wypuszczają one na rynek mobilny gry, które zwykle nie są już pierwszej młodości i bynajmniej nie kuszą atrakcyjną ceną. Jeśli za port gry, która zadebiutowała kilka lat temu na konsolach lub PC należy zapłacić równowartość kilku tańszych i lepiej przystosowanych do smartfona tytułów, to coś jest rzeczywiście nie tak. Innym ciekawym przykładem jest gra Heroes of Dragon Age studia Electronic Arts. Darmowa? Jasne, super. Za to wewnątrz aplikacji znaleźć można cały szereg pakietów kosztujących od 4 do – uwaga – ponad 400 zł!

news-android-dragonageNa forach ludzie żalą się na tego typu praktyki, przy okazji ściągając grę za darmo z Internetu wraz z całą dostępna do kupienia zawartością. Kto na tym traci? Raczej nie EA, które przesadziło. Przez takich gigantów elektronicznej rozrywki najwięcej tracą pomniejsze, niezależne studia, które chcą zarobić trochę grosza na swoich małych „dziełach”, aby nadal się rozwijać. Najczęściej są oni z automatu wrzucani do jednego worka ze wspomnianym EA i ich produkty czeka ten sam los – ściągnięcie wersji pirackiej. To oczywiście duże uogólnienie, ale może rzeczywiście problem tkwi w molochach, które chyba zapomniały, że mają do czynienia z przenośnymi urządzeniami.

news-dragonage-android-mikrotransakcje

Odpowiadając na pytanie zadane w temacie – tak, opłaca się robić gry na Androida i to w równie dużym stopniu jak na iOSa. Piractwo jest wszędzie i żaden sposób na jego wyplenienie nie okazał się skuteczny. To nie tak, że użytkownicy Androida nie są chętni zapłacić za dany produkt, w odróżnieniu od osób mających urządzenia z iOS. Chodzi tutaj przede wszystkim o niezaprzeczalny fakt, że zdecydowanie łatwiej jest zdobyć aplikacje za darmo na Androida. Inna sprawa, że osób posiadających sprzęty z „zielonym robotem” jest cała masa. Nie sposób pominąć takiego rynku, nawet jeśli spora część użytkowników „spiraci” daną grę. Niewielki odsetek tych, którzy ją kupią nierzadko przynosi równie wiele zysku jak spory procent posiadaczy iPhone’ów i iPadów.

news-android-googleplayPrzede wszystkim statystykę tą trzeba traktować z przymrużeniem oka. Dotyczy ona tylko Monument Valley. W przypadku innych tytułów Android może tak źle nie wypadać. W końcu nie bez powodu w sklepie Google Play jest ponad milion różnego rodzaju aplikacji – tych płatnych, darmowych, jak również programów będących połączeniem pierwszego i drugiego typu. Raczej nic się nie zmieni w najbliższej przyszłości i można się jedynie spodziewać jeszcze większego napływu gier freemium. Mikrotransacje będą przyszłością mobilnej rozrywki. Jasne, są irytujące, ale niestety nieuniknione. Oby tylko nie były to produkcje pokroju Dungeon Keeper, który swoimi mikropłatnościami zabija całą przyjemność z grania.

news-ios-dungeonkeeper

Jest jednak jeden pozytyw. W całym zalewie programów nastawionych na zarabianie jest też ogromna liczba gier, które niczego nie oczekują w zamian. Oferują za to tonę przyjemnej zabawy i dopóki nie zabraknie takich produkcji, można śmiało pominąć większość „wyciskaczy ostatnich groszy”. A Android może spać spokojnie – nikt o nim nie zapomni.

Źródło: własne

szczesliwa para Image Banner 750 x 100

Uwaga!

Zachęcamy do dyskusji na dany temat z innymi czytelnikami. Pamiętaj jednak, aby przestrzegać zasad dobrego wychowania - nie klnij, nie obrażaj innych i w kulturalny sposób wyrażaj swoje zdanie. Przecież każdemu zależy na zachowaniu wysokiego poziomu polemiki. Nieprzestrzeganie powyższych zasad skutkować będzie usuwaniem postów bez ostrzeżenia.