ArtykulyWiadomości

Polacy vs Technologia okiem TeleGuru: Cień pterodaktyla

Dawno temu ktoś stwierdził, że najważniejszy na świecie jest człowiek. Tuż po nim ewentualnie drepce jego kot, a rzeczywistość materialna jest na szarym końcu, stworzona po to, by ludziom służyć, usprawniając ich funkcjonowanie w świecie i czyniąc ich żywot lepszym. Rozglądając się wokoło i obserwując kąciki i zaułki dzisiejszego świata, coraz częściej zdrowo myślący człowiek zadaje sobie pytanie, gdzie ktoś odpowiedzialny za wygląd współczesnego świata zrobił błąd. Bo jakoś tak wyszło niefortunnie, że sytuacja zaczęła się tak jakby na dobre wymykać spod kontroli i nawet nie przechodzi jej przez myśl, by pod tę kontrolę wrócić. Mam szczególnie na myśli powszechną od dobrych kilku lat głęboką zażyłość człowieka i smartfona.

Z pewnością niejednemu z was znany jest ten popłoch i zirytowanie, kiedy telefon wydaje ostatnie tchnienia, prosząc o baterię czy lepszy zasięg internetu, a wy akurat na gwałt potrzebujecie coś sprawdzić w sieci lub skorzystać z jakiejś aplikacji. Pomijając sytuacje, gdy po prostu się nudzicie i chcecie pograć lub pooglądać zdjęcia na Instagramie. A tu pech – internetu nie ma, prądu nie ma. Smartfon, który został nabyty po wyjątkowo nieprzystępnej cenie dlatego, by dzięki swoim nowoczesnym funkcjom w przystępny sposób umilać ludziom życie, pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Nagle przestaje być taki fajny, jak mówił producent, stając się źródłem niezadowolenia i frustracji.

Ptaszki

Wtedy role odwracają się: to nie człowiek wydaje tu polecenia – teraz to on staje się podwładnym, którego obowiązkiem jest zapewnienie telefonowi przystępnych warunków bytowych. Oto osoba ludzka staje się dla urządzenia tym, czym za starych, dobrych czasów była samica pterodaktyla dla swoich piskląt: musi karmić swojego podopiecznego prądem, poświęcać mu mnóstwo uwagi i dbać o jego bliskość z routerem wi-fi. Ta relacja nie jest oczywiście jednostronna: w zamian za elektryczność, opiekę i dobre traktowanie smartfon jest w stanie być dla nas oparciem w ekstremalnie trudnych chwilach naszego życia – to znaczy, gdy na przykład niesamowicie się nudzimy, czekamy na szalenie ważną wiadomość od firmy przedłużającej pewne części ciała lub nie nauczyliśmy się na egzamin, a nasz wykładowca z lekka niedowidzi i nie jest w stanie zauważyć, że próbujemy ściągać z cegły z 6-calowym ekranem.

Smartfon stał się teraz niejako takim oczkiem w głowie tatusia lub mamusi. Oczkiem, to jest takim organem lub, jak kto preferuje, przedłużeniem zmysłów, o którym wspominał kiedyś McLuhan – uczony, którego mądrością po dzień dzisiejszy częstuje się oporne umysły studentów nauk o komunikacji. Jeśli smartfon jest organem, czyli oczkiem, to jest to niewątpliwie całkiem drogie oczko, którego trzeba bardzo dobrze pilnować – źle by się działo, gdyby ktoś perfidnie „wyłupił” nam z oczodołu organ za 3499 złotych i 99 groszy.

Droga wolna

Na szczęście, nie wszyscy jeszcze ulegli czarowi rozkosznego pisklęcia; nie wszyscy uczynili telefon organem niezbędnym do normalnego życia i funkcjonowania. A ci, którzy tak zrobili, być może kiedyś zdadzą sobie sprawę, że żaden przedmiot istniejący na którejkolwiek z dwóch półkul ziemskich nigdy nie będzie miał tak wielkiej mocy, by był w stanie zrobić człowieka podwładnym – chyba że człowiek sam go takowym uczyni.

Tagi

Powiązane Artykuły

Back to top button
Close