ArtykulyWiadomości

Polacy vs Technologia okiem TeleGuru: Smacznego!

Już tak jakoś rodzaj ludzki jest skonstruowany, że po wynalezieniu każdego przedmiotu czy technologii, która ułatwia egzystencję, prędzej czy później następuje niezwykłe oświecenie: okazuje się, że w ogóle nie możemy bez tego żyć – i zaczynamy zastanawiać się, jakim cudem przeżyliśmy bez tego kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. No dobrze, dlaczego człowiek nie miałby korzystać z komputera, telefonu czy/i internetu? Przecież z nimi jest łatwiej, to nie ulega wątpliwości. Znacznie mniej ciekawie robi się jednak, gdy komuś zaczyna robić się aż tak „łatwo”, że postanawia na wieki połączyć się z urządzeniem, korzystając z niego non stop – przy jedzeniu, w toalecie czy podczas snu.

W podręcznikach socjologicznych eksplorujących zagadnienia rodziny jako podstawowej komórki społecznej można było swego czasu znaleźć tradycyjny model „Rodzina przy śniadaniu”. Model ten prezentował się następująco:

stół rodzina

Teraz ów tradycyjny model zastępuje się nowocześniejszym, w którym do czterech bazowych, tradycyjnych elementów dodaje się jeszcze jeden:

stół rodzina 2

W tym nowocześniejszym modelu trzecia część składowa, czyli rodzina, jest opcjonalna. Natomiast ten piąty, dodatkowy element, niby taki detalik, niewielki szczególik, który zajmuje parę centymetrów sześciennych naszej przestrzeni życiowej, wysuwa się na pierwszy plan. Cóż, niby to małe, a zmienia tak wiele. Bo jeśli ktoś siedzi przy stole z telefonem, twarzy już do takiej osoby nie otworzysz. To znaczy, otworzyć zapewne możesz (możesz nawet spytać o pogodę czy ostatnie notowania na giełdzie – czemu nie), ale czy uzyskasz odpowiedź? To raczej wątpliwe, zważywszy na to, że jest wysokie – niemal dwustuprocentowe – prawdopodobieństwo, że zaopatrzona w telefon osoba, z którą spożywasz posiłek, najzwyczajniej w świecie cię nie słucha. Bo myśli jej są zajęte; lecą teraz sobie gdzieś pomiędzy zachwytem nad profilowym koleżanki a projektem superzabawnego, błyskotliwego, zgryźliwego komentarza pod postem kolegi.

A w toalecie straszy

Co takiego ciekawego jest w telefonie i internecie, że trzeba się bez przerwy w niego wgapiać? Facebook i gry, owszem, są bardzo ciekawe i wciągające, nie przeczę – mnie samej udało się kilka razy utknąć przy fajnej grze na tablecie. Tylko jaki jest sens i cel w siedzeniu w tym non stop? Tego już nie pojmuję. Jedynym, czego mogę się tu dopatrywać, jest swego rodzaju tchórzostwo: „nie pójdę do toalety bez telefonu, bo tam mnie cisza dopadnie, i mnie ta cisza obejmie, przydusi i zmusi do myślenia, do refleksji jakiejkolwiek, a ja do tego dopuścić nie mogę, nie mogę, nie mogę…” Porozmawiać z rodzicem – to w przypadku młodszych – przy stole to też jakoś tak nie w smak, więc lepiej wyciągnąć telefon i sobie w nim pogrzebać. A nuż się coś ciekawego znajdzie. A jak nie, to trudno – przynajmniej ręce się czymś zajęły.

Jedyne, co można w tej kwestii zrobić, to próbować ponownie odkryć Amerykę, powtarzając to, co każdy już wie: że bla, że kiedyś to ludzie żyli bez telefonu, bla, bla, bez internetu i bez komputera – i jakoś żyli. To się da zrobić. Chyba że komuś pasuje tak, jak jest – to wtedy nie.

Tagi

Dagmara

Grywa na komputerze, układa niemądre wierszyki. W portalu próbuje swoich sił na stanowisku newswoman. Fanka wszystkiego, co biega na czterech nogach i jest szczęśliwe. Pisze tu i ówdzie od ponad 10 lat.

Powiązane Artykuły

Back to top button
Close